Pobierz odtwarzacz Adobe Flash Player

6 EDYCJA ZA NAMI:

Szósta edycja festiwalu artystów ulicznych „Bydgoszcz Buskers Festival” rozpoczęła się w sobotę 15 czerwca o godzinie 12.00 występem duetu Pawła Czekalskiego i Marcepana Dzierzgowskiego, którzy przy pomocy muzyki wprowadzili w rozgrzane słońcem i zatłoczone centrum Bydgoszczy nastrój przenoszący wprost do krainy łagodności. Skłoniło to licznych przechodniów do zatrzymania się na placu przed galerią Drukarnia. Koncert przerwało pojawienie się niezwykłego tworu, ubranego w srebrnoszary, obszerny strój i wyposażonego w długie szczudła. Zjawa, wykreowana przez bydgoskiego aktora Mateusza Kiełtykę, przemieszczała się powoli trasą od ul. Długiej do  wzdłuż ulicy Mostowej, hipnotyzując widzów i kierując ich na plac przed  galerią Drukarnia. Łagodny i intrygujący początek imprezy szybko zmieniał dynamikę i nabierał tempa. Występy odbywały się symultanicznie na dwóch scenach – przystankach: przed galerią Drukarnia i w amfiteatrze na ulicy mostowej oraz na szlaku między tymi dwoma miejscami.
Egzotyką powiało podczas występu grupy Ojarus z dalekiej Japonii. Artyści sztuki mimicznej wzbudzili duże zainteresowanie już samym egzotycznym wyglądem – ubrani byli bowiem w kolorowe, wzorzyste stroje oraz kapelusze niemal tak wysokie, jak oni sami. Na zaaranżowanej przez siebie scenie zgromadzili całą masę przedmiotów – obszerne walizki, kolorowe kimona, krzesło, pluszowe oczy, bat, kapelusze, różowe parasolki, zapalniczki . Zaprezentowali zabawne show z wykorzystaniem papierosa prosto z Tokio oraz długiego bata. Trójka japońskich artystów stworzyła na scenie niepowtarzalną atmosferę, wprowadzając oglądających w klimat ich kraju i kultury, przefiltrowanych przez pryzmat  własnego poczucia humoru. Jak przyznali, nie są rodziną, ale czują się jak rodzina. W czasie całego pokazu można było odebrać bijące od nich zadowolenie i serdeczność, poczuć łączącą ich bliskość i porozumienie, co sprawiło, że trudno było nie darzyć ich sympatią. Kochamy ulicę, bo ulica jest dla każdego. Nie ma granicy między nami i publicznością – powiedział jeden z członków grupy.
Zabawny, a jednocześnie wywołujący ciarki na plecach okazał się występ artysty z Irlandii. Murray Molloy doprowadził publiczność do euforii przeciskając całe swoje ciało przez niewielkich rozmiarów różową deskę sedesową. Krzyki i oklaski zagłuszyły jego własny, triumfalny wrzask. Nie mniejszą ekscytację wzbudził zanurzając w gardle po samą rękojeść sztylet, którego powierzchnię wcześniej dokładnie zbadali ochotnicy spośród publiczności. Wyczyn Molloya wydawał się niewiarygodny, zwłaszcza, gdy po chwili napięcia i ciszy przerywanej jedynie cichymi pytaniami: „Jak on to zrobił?!”, Irlandczyk osadził na rękojeści palący się drąg, zakręcił nim, po czym sam wykonał powolny piruet.  Nie każdy może iść do teatru i usiąść na specjalnym miejscu. Tutaj wszyscy są równi. Mogę podejść do prezydenta i zaczepiać go, a jeśli mu się to nie spodoba, po prostu odejdzie. Nikt mi tego nie zabroni, tak samo jak jemu nikt nie każe mnie oglądać. Mur między oglądającymi i występującymi bywa wysoki, potrzeba siły i pewności siebie aby go przekroczyć. Jednak pasja pomaga Irlandczykowi osiągnąć sukces – jak sam mówi- uwielbia to, co robi. Na pytanie, czy wchodząc na scenę zakłada maskę i staje się kimś innymi, odpowiedział: Jestem wtedy kimś innym, jednak właśnie na scenie zrzucam maskę. Czuję się lepiej, gdy występuję, a gdy tego nie robię, czegoś mi brakuje, czuję się nienaturalnie.
Młody adept sztuki cyrkowej, Tobiasz Cichoński,  także wykazał się odwagą, jednak nie tak wielką jak wybrana przez niego ochotniczka, nad którą podrzucał ostre maczety. Po bardzo długich próbach udało mu się wspiąć na wysoki monocykl, z którego następnie spadł, wywołując radość wśród części publiczności.
Pan Mieczysław Giedrojć zdecydował się zabawiać publiczność w sposób bardziej klasyczny – w przebraniu klauna. Mimo że przez wiele osób klauni uważani są za absolutnie niezdolny do rozbawienia kogokolwiek przeżytek, pan Mieczysław dowiódł swoim przykładem, że to fałszywa plotka. W czasie jego występu śmiały się nie tylko dzieci, ale i dorośli. Z dzieci uczynił młodych czarodziejów, a z pozostałych widzów - klaunów jeszcze śmieszniejszych od samego siebie.
Zupełnie inny sposób na wzbudzenie entuzjazmu wśród zgromadzonych w centrum miasta ludzi znalazł Edi- młody, ale bardzo zdolny akrobata. Jego występ nie opierał się wyłącznie na jeżdżeniu w samej bieliźnie i z zawiązanymi oczami na dwumetrowym monocyklu i jednoczesnym żonglowaniu zaostrzonymi maczetami… W programie Just Edi Show znalazło się także zamienianie baloników w zwierzęta, nadmuchiwanie nosem gumowej rękawiczki oraz krojenie ogórka w ekstremalnych warunkach. Sam Edi twierdzi, że aby odnieść na sukces wcale nie trzeba żonglować zaostrzonymi maczetami jeżdżąc z zawiązanymi oczami na dwumetrowym monocyklu… Ale jeśli się umie, to czemu nie?
Edi nie widzi siebie na drodze innej niż ta, którą wybrał. Dlatego, że zacząłem występować na ulicy, potraktowałem to jako sposób na życie – stwierdził. Choć od jakiegoś czasu pokazuje się także na dużych scenach, przed kilkutysięczną widownią, chodnik, plac lub miejski amfiteatr najwyraźniej bardziej mu odpowiadają. Na ulicy mamy większe spektrum emocji i doznań, jakie mogą nam towarzyszyć. Ze względu na spontaniczność i żywioł, którym jest ulica, zawsze będzie bardziej nieprzewidywalna niż pokaz na scenie – mówi Edi. 

Dla ukojenia nerwów, nadszarpniętych mrożącymi krew w żyłach pokazami można było posłuchać bluesowego barda Marka Wojtowicza. Podczas jego występu wielu przechodniów zatrzymywało się, przysiadało na ławkach lub stopniach amfiteatru i dawało się porwać czasem spokojnej, a czasem szalonej muzyce i głosowi artysty, którego repertuar obejmował zarówno piosenki trudne i wprawiające w zadumę, jak i liczne szczeknięcia, miauknięcia, kwaknięcia oraz inne odgłosy, których nie powstydziłoby się żadne szanujące się zwierzę!
W czasie tegorocznego festiwalu okazało się, że nawet taniec znalazł swoje miejsce nie tylko na scenie, lecz także na ulicy. Tańczyć można samemu, z partnerem, z grupą, a nawet z ogniem. Dynamiczny pokaz grupy Yokai, w czasie którego płomienie kręciły młynki, rozmazywały się w szaleńczym pędzie lub kołysały się w rytm muzyki, odbył się wieczorem, więc tym przyjemniej było go oglądać. Do przedstawienia układu występujący potrzebowali umiejętności, perfekcji i pewności siebie. I w ten dynamiczny i efektowny sposób zakończyli oni pierwszy dzień festiwalu.

W niedzielę, 16 czerwca, wielbicieli ulicznych koncertów powitał duet Andrzeja Talaśki i Włodzimierza Szczepaniaka. Ich występ przywiódł pod galerię Drukarnia ciekawskich słuchaczy z różnych części starówki. Liczne dowcipy artystów sprawiły, że ci, którzy zatrzymali się przy grających, często pozostawali do samego końca ich występu. Muzyka, słońce i wolność – oto, czego można było doświadczyć podczas koncertów ulicznych artystów.

W weekendową i rodzinną atmosferę doskonale wkomponowała się  dziecięca grupa cyrkowa z Torunia. Cool Kids zaprezentowała swe umiejętności w tańcu z elementami akrobatyki. Jednak to nie umiejętności młodych tancerzy zrobiły największe wrażenie na publiczności lecz ich pasja i determinacja. Trzymamy za was kciuki!
Niewiarygodna perfekcja i precyzja układów akrobatycznych były natomiast niezaprzeczalnymi atutami show zaprezentowanego  przez duet z Argentyny - Late Makiato. Siła i pewność współpracująca z gibkością i lekkością, połączone wyczuciem rytmu i oryginalnymi pomysłami stworzyły mieszankę znacznie lepszą od niejednej kawy o tejże nazwie. Gdy w czasie występu akrobatka stanęła na rękach na głowie partnera prawie dwa razy wyższego od niej, na myśl przychodziło jedno natrętne pytanie: „Ile lat trzeba ćwiczyć, by to zrobić?”.
Z pewnością zajęłoby to więcej czasu, niż nauka chodzenia na szczudłach, ta druga czynność może jednak wyglądać równie spektakularnie, co w czasie występu udowodnił Teatr Dar. Falowały delikatne tkaniny, w dłoniach świeciły rozżarzone węgle, a do tego po wielokroć ogień, ogień, ogień. Żywioł, który najwyraźniej inspiruje i dodaje energii. Grupa aktorów postawiła sobie za zadanie przekazać publiczności pewną myśl, przesłanie. Ilu z oglądających je odczytało? Ta kwestia pozostanie zagadką.

Tłum otoczył amfiteatr, by obejrzeć występ grupy Illegal Boys śpiewającej w klimacie muzyki reggae o tym, co dostrzegają w otaczającej ich rzeczywistości. Jak stwierdził wokalista grupy, nie warto śpiewać o zwykłych rzeczach, o polityce, o wojnie i pokoju ani o kryzysie, lecz o miłości. Zespół bez trudu zaraził pozytywnym nastrojem nawet tę część publiczności, która przybyła na Bydgoszcz Buskers Festival z bardzo daleka i nie mogła rozumieć słów piosenek. Wkrótce po tym, jak mężczyzna w żółtym ubraniu i z czarnym cylindrem na głowie wybębnił pierwsze takty, a jego towarzysz w marynarce i meloniku szarpnął za struny gitary, zgromadzeni wokół amfiteatru ludzie zaczęli klaskać, przytupywać, bujać się lub po prostu wystukiwać rytm, do którego Illegal Boys wyśpiewali to, jak postrzegają otaczającą ich rzeczywistość. Przyjemny rytm i ciepło wieczoru sprawiły, że publiczność rozchodziła się niespiesznie.
Atmosfera festiwalu była gorąca – i najmniejszy w tym udział miała piękna letnia pogoda. To artyści - ich pasja, profesjonalizm lub entuzjazm gromadziły tłumy widzów w czasie dwu dni festiwalowych szaleństw. Byli wśród widzów „oglądacze” przypadkowi, goszczący na festiwalu po raz pierwszy. Byli też liczni fani samej imprezy, ale też poszczególnych artystów.
Liczne rodziny z dziećmi, osoby starsze i młodsze, zmotoryzowani i piechurzy, Polacy i goście z zagranicy byli żywym dowodem, że język sztuki ulicznej - jak każdej innej - jest uniwersalny i każdy może odczytać zawarte w nim przesłanie.

Po występie artyści rzecz jasna zabrali ze sobą wszystkie rekwizyty – zniknęły zaostrzone maczety, sztylet, różowa deska sedesowa, a nawet pokrojona cukinia. Zostawili natomiast to, na co najtrudniej jest zapracować – radość i dobre wrażenie.
W zawodzie ulicznego artysty najważniejsze są poświęcenie i pasja, a ludzie z pasją wzbudzają pasję w innych. Może to sprawia, że tak chętnie ich oglądamy.

Głosy publiczności:
„Bydgoszcz Buskers Festival zdecydowane rozwija się!”
„W tym roku odkrywaliśmy polskich artystów.”
„Planujemy z narzeczonym wesele w czerwcu 2014 i byłoby cudownie gdyby wtedy też na ulicach miasta panowała tak niesamowita atmosfera (…). Świetnie zorganizowany festiwal. Sprawił, że mój krótki pobyt w rodzinnym mieście był pełen wrażeń i kolorów.”

Julianna Błaszczyk




UCZESTNICY:

Latte Makiato (Brazylia/Hiszpania)
Ojarus
(Japonia)
Murray Molloy
(Irlandia) 
Just Edi Show
(Polska)
Mieczysław Giedrojć
(Polska)
Paweł Czekalski
(Polska) 
Marcepan Dzierzgowski
(Polska) 
Jaromir Szroeder
(Polska) 
Chris Marco/Maciej Kułdo
(Polska)

Harsh Guitar Mark (Polska)
Cool Kids
(Polska)
Teatr Dar
(Polska)
Tobiasz Cichoński
(Polska)
Illegal  Boys
(Polska)
Andrzej Talaśka
(Polska)
Włodzimierz Szczepaniak
(Polska)
Yokai
(Polska)
Mateusz Kiełtyka (Polska)



GALERIA:






s